Dla rodziców – czerwiec
GRUDZIEŃ 2017
Zapiski naprędce

Nierzadko można odnieść wrażenie, że życie mknie jak szalone. Mijają dni, tygodnie, miesiące, lata. Wszystko trzeba zrobić prędko. Jak w tym pędzie można znaleźć czas dla siebie? Zapiski naprędce to próba zatrzymania się choć na chwilę, aby pomyśleć o tym, co niesie nam każdy dzień.

 

zapiski-napr%c2%a6odceSzkoły powinny dbać o kontakt rodziców z nauczycielami. Jest to bardzo ważna sprawa ze względu na dobro dziecka/ucznia. No bo kiedy rodzić może porozmawiać z nauczycielami o swoim dziecku? Najczęściej wygląda to tak, że wpadamy do szkoły, by za chwilę w jeszcze większym pośpiechu opuścić budynek, bo musimy dotrzeć do domu, aby dziecko zjadło obiad, bo za chwilę ma zajęcia pozalekcyjne. I tak oto są dni otwarte. Nie należy ich mylić z wywiadówkami. Te bowiem odbywają się przynajmniej trzy razy w roku i poświęcone są spotkaniu z wychowawcą, podczas których omawiane są sprawy organizacyjne, plany wychowawcze czy wreszcie oceny semestralne. Dni otwarte mają miejsce kilkanaście razy w roku szkolnym. U mojego syna polegało to na tym, że wtedy można było porozmawiać z danym nauczycielem. Przyznam, że do niektórych trzeba było odstać swoje w kolejce. Jednak każdy rodzic miał tyle czasu, ile było mu potrzeba. Nauczyciel opowiedział o mocnych i słabych stronach syna, jego zachowaniu na lekcji, relacji z koleżankami/kolegami. Zasugerował na co powinnam zwrócić uwagę. Bo cóż się okazywało. Dziecko nie na każdym przedmiocie prezentowało się w ten sam sposób. Na niektórych lekcjach było milczące, na innych zaś aktywne, czasami gadatliwe albo wesołe, albo zaś smutne wręcz przygnębione. Po takich rozmowach dopełniał się obraz mojego syna. Także i nauczyciel przestawał być postrzegany jako nieczuły belfer. Okazywało się, że z niektórymi pedagogami łączą mnie podobne gusta czytelnicze, filmowe czy muzyczne. Po takim spotkaniu człowiek nabierał też przekonania, że jego dziecko jest bezpieczne w szkole, bo gdyby coś się niepokojącego z nim działo, to nauczyciel zareaguje i powiadomi jak nie bezpośrednio rodziców to wychowawcę.
Nieco inaczej przebiegają dni otwarte w szkole u mojej córki. Przede wszystkim jest to niewielka placówka, toteż moje dziecko od progu jest bezpieczne i zaopiekowane. Na czym zatem polega ta inność. Otóż, każdy nauczyciel ma wyznaczony czas na rozmowę z rodzicami. To na pewno wprowadza jakąś dyscyplinę zwłaszcza dla rodzica-gaduły. Ale też i trochę nerwową atmosferę. Bo trzeba streszczać się w rozmowie, gdyż w kolejce czekają inne osoby. A tu tyle człowiek miałby do powiedzenia.
Bez względu na to, jaką formę przybierają dni otwarte w różnych szkołach, są potrzebne. Jeszcze jedna ważna rzecz przychodzi mi na myśl. W tych rozmowach nauczyciel powinien być konkretny i rzetelnie poinformować nas o dziecku, a nie tylko mówić to, co rodzic życzyłby sobie usłyszeć. Jeśli tak, to takie spotkania mijają się z celem.

Wszystko o Twoim dziecku

O czym mogą rozmawiać kobiety? O pracy, o swoich zainteresowaniach, o modzie, o przepisach kulinarnych. Jednak ich myśli zaprzątają dzieci. I nie ma też dużego znaczenia czy są to matki, czy kobiety bezdzietne. Wymieniają się doświadczeniami i poglądami nie z pustej ciekawości, ale z poczucia odpowiedzialności, troski.
W tym miejscu będą pojawiać się relacje z takich właśnie rozmów przy herbacie i domowych słodkościach. Spotkania odbywają się u Krysi.

wszystko-o-twoim-dzieckuDzień Dziecka
„Kiedy śmieje się dziecko, śmieje się cały świat” (Janusz Korczak).
Czym jest ten dzień w życiu dziecka? W jaki sposób można go spędzić? Na co my, rodzice, powinniśmy zwrócić uwagę?

Maria
Przyznam szczerze, że nie pamiętam ze swojego dzieciństwa, abym w szczególny sposób obchodziła to święto. Kiedy moja Ania była w przedszkolu, to wpłacaliśmy jakieś niewielkie kwoty, za które wychowawczynie kupowały dzieciom drobne prezenty. W szkole u Ani czy to w podstawówce, czy w gimnazjum w tym dniu chodzą do kina albo na lody. Od nas Ania otrzymuje drobny upominek. Kiedy była młodsza, była to zabawka, teraz jest książka lub ubranie.

Krysia
Też nie pamiętam tego dnia ze swojego dzieciństwa. Ani w przedszkolu, ani w szkole nic szczególnego wtedy się nie działo. Także i moi rodzice nie świętowali z nami. Dopiero kiedy dorośliśmy, moja mama organizowała dla nas grilla. Były to bardzo miłe spotkania. Takie na luzie. Moje dzieci otrzymują drobne upominki. Od paru lat chodzimy też rodzinnie na pizzę. Zresztą tak świętujemy początek i koniec roku szkolnego. Braliśmy także udział w imprezach organizowanych przez różne instytucje. Przede wszystkim tych plenerowych.

Lucyna
W przeciwieństwie do Marii i Krysi doskonale pamiętam Dzień Dziecka, jaki obchodzony był, kiedy chodziłam do przedszkola. Wtedy wszystkie dzieci, nie był nas wiele, i nasze panie jechaliśmy na piknik. Był organizowany na leśnej polanie. Mieliśmy koce, na których wypoczywaliśmy, kanapki, słodycze, napoje. Wychowawczyni przygotowywała dla nas różne zabawy, czytała książeczki. Czekaliśmy na ten dzień równie niecierpliwie jak na mikołajki. W szkole podstawowej nauczycielki częstowały nas cukierkami. W liceum zaś największym dla nas prezentem był dzień bez klasówek, sprawdzianów czy odpytywania przy tablicy.
Moje dzieci też miały sporo atrakcji z okazji swojego święta. Pamiętam, że Bartosz kiedy był przedszkolakiem, to całą swoją grupą odwiedzali strażaków. Chłopcom bardzo to się podobało. A ponieważ tata jednego z nich był strażakiem, to oni też chcieli mieć taki zawód. Alicja w tym dniu też spędza czas na wycieczkach plenerowych. W domu moje dzieci podkreślają swoją dorosłość, samodzielność, ale przed Dniem Dziecka głośno rozważają, jakie to atrakcje moglibyśmy dla nich przygotować.

Nina
Dla mnie Dzień Dziecka kojarzy się z konkursami sportowymi. Chociaż nie tylko tego typu zmagania były organizowane. Bo jak sobie przypomnę, to były też konkursy plastyczne, muzyczne. No i oczywiście, co dla dzieci jest atrakcją, były przyznawane nagrody.
Jak spędzam ten dzień z moimi dziećmi? Jakiś czas temu jeździłam do małej miejscowości. Tam mój kuzyn, który był dyrektorem Domu Kultury, przygotowywał dla dzieci wspaniałe święto. Były rozmaite zawody, konkursy. Moje dzieci bardzo lubiły brać w nich udział. Spośród rodziców wybierano jury, które oceniało prace konkursowe. Całość uświetniała muzyka. Teraz moja siostra ze swoim mężem przejęli pałeczkę od kuzyna i starają się też uatrakcyjnić to święto dla okolicznych dzieci.
Kiedy moje dzieci chodziły do przedszkola, były organizowane wyjazdy do gospodarstw agroturystycznych, gdzie piekli chleb, robili masło. No i oczywiście było też ognisko z kiełbaskami. Były także wyjazdy do parków tematycznych, ale także i na pikniki. W tym dniu staramy się zawsze z moimi dziećmi wyjść z domu, aby miały poczucie, że to ich święto, szczególna chwila.
Przypomniałam sobie jeszcze, że dla mnie Dzień Dziecka kojarzy się z harcerstwem. Zastępy brały udział w różnych zmaganiach. Podam przykłady. Braliśmy udział w biegach na orientację, podczas których były „przystanki” – tam trzeba było wykazać się znajomością rozmaitych zagadnień. Pamiętam, że mój zastęp w nagrodę otrzymał wrotki. Szkopuł był tylko taki, że para wrotek była dla wszystkich. Co zrobiliśmy? Każdy po kolei wypożyczał je na jakiś czas, a później musiał przekazać następnej osobie. W międzyczasie moje ręce uległy kontuzji. A tu przyszła moja kolej na wrotki. Niezrażona niczym i szczęśliwa jeździłam na nich, chociaż ręce miałam na temblakach. Ale nie mogłam przecież odpuścić.

Kinga
W dzieciństwie święto było przez moich rodziców celebrowane. Brałam udział w festynach. Jedną z większych atrakcji była dla mnie … wata cukrowa. Kiedy moje dzieci były młodsze, to chodziliśmy na karuzelę albo na lody. Czasami kupowaliśmy lody i jedliśmy wspólnie w domu. Teraz za bardzo nie ma czasu, żeby gdzieś rodzinnie wyjechać na przykład na wycieczkę. Ale staramy się zrobić coś wspólnie, aby moje dzieci miały z tego radość.

Krysia
Nasuwa mi się taki wniosek, niestety niespecjalnie radosny. A mianowicie, że to święto zostało tak bardzo skomercjalizowane. Przykładowo, sklepy czy to te, gdzie można kupić gry, zabawki, wykorzystują ten dzień, aby tylko zarobić, ile się da i sprzedają, co tu dużo mówić, nie zawsze ciekawe i sensowne towary. A ponieważ dzieci oczekują, że w tym dniu otrzymają jakiś upominek, chociażby drobny, to jest to świetna okazja, żeby podbić cenę i czasami pozbyć się zalegających w magazynach towarów.

Lucyna, czyli podsumowanie
Dzień Dziecka to ważny czas. Nawet dla osób dorosłych, w których tak naprawdę tkwi „wewnętrzne” dziecko. Warto zadbać, aby ten dzień nie ograniczał się tylko do obdarowywania upominkami, chociaż to też ważne i sprawia radość. A może lepiej w tym dniu, oprócz podarunku, poświęcić ten czas dzieciom i bez pośpiechu zwyczajnie pobyć z nimi.

Czytamy, rozmawiamy

W tej rubryce będziemy proponować teksty, które mogą posłużyć rodzicom do rozmów z dzieckiem na temat problemów, z którymi może borykać się młody człowiek.

samochwalaDlaczego nie warto się przechwalać?

Sięgnijmy po wiersz Jana Brzechwy „Samochwała”
Samochwała w kącie stała
I wciąż tak opowiadała:
„Zdolna jestem niesłychanie,
Najpiękniejsze mam ubranie,
Moja buzia tryska zdrowiem,
Jak coś powiem, to już powiem,
Jak odpowiem, to roztropnie,
W szkole mam najlepsze stopnie,
Śpiewam lepiej niż w operze,
Świetnie jeżdżę na rowerze,
Znakomicie muchy łapię,
Wiem, gdzie Wisła jest na mapie,
Jestem mądra, jestem zgrabna,
Wiotka, słodka i powabna,
A w dodatku, daję słowo,
Mam rodzinę wyjątkową:
Tato mój do pieca sięga,
Moja mama – taka tęga,
Moja siostra – taka mała,
A ja jestem – samochwała!”

Porozmawiajmy z dzieckiem na temat wiersza

  • Co bohaterka wiersza mówiła o sobie?
  • Co mówiła na temat swojej rodziny?
  • Które fragmenty wiersza wydają ci się humorystyczne?
  • Jak myślisz, dlaczego bohaterka stała w kącie?
  • Co znaczy słowo ‚samochwała’?
  • Czy przechwalanie się jest wyrazem kulturalnego zachowania?
  • W jaki sposób możemy mówić o swoich talentach, osiągnięciach?
  • Co można poradzić bohaterce wiersza?