Dla rodziców
Styczeń 2017
Zapiski naprędce

Nierzadko można odnieść wrażenie, że życie mknie jak szalone. Mijają dni, tygodnie, miesiące, lata. Wszystko trzeba zrobić prędko. Jak w tym pędzie można znaleźć czas dla siebie? Zapiski naprędce to próba zatrzymania się choć na chwilę, aby pomyśleć o tym, co niesie nam każdy dzień.

 

zapiski-napr%c2%a6odceW styczniu rozpoczynają się ferie zimowe. Co prawda w różnych terminach w poszczególnych województwach, ale dzieci, nauczyciele i rodzice tęsknie wyglądają tych dni. Bo to przecież dwa tygodnie laby. Ale zanim to nastąpi po drodze jest wywiadówka, zwana także zebraniem międzysemestralnym. Nazwa nie ma tutaj istotnego znaczenia dla powagi sprawy. Trzeba iść na wywiadówkę. Po przekroczeniu progu szkoły szum jak w ulu. Rodzice w rozpiętych płaszczach czy kurtkach przemieszczają się w tę i z powrotem po szkolnych korytarzach. Istna wędrówka ludów. Na ich twarzach malują się różne emocje, od radości, poprzez złość, a w skrajnych przypadkach aż do przerażenia. Po wejściu do sali atmosfera niby swobodna. Chociaż daje się odczuć niepokój. Niektórzy nerwowo szperają w telefonach, inni w laptopach, niektóre z nich są dość pokaźnych rozmiarów. Inni jeszcze wodzą spojrzeniem po sali, jakby oceniali jej wyposażenie i wystrój. Są też i tacy, którzy siedzą nieruchomo na wpół z przymkniętymi oczami. Ta ostatnia grupa budzi trochę moje zaniepokojenie. Po wejściu wychowawczyni zapada cisza. Pani rzetelnie przygotowała się do zebrania. Najpierw podsumowała pracę wychowawczą z klasą, czyli opowiedziała o wycieczkach edukacyjnych, o wyjściach do muzeów, teatrów, kin. Przedstawiła też w skrócie plany na następny semestr. Potem rozdała kartki z ocenami. Niektórzy rodzice dumnie położyli je na ławce z myślą „A co, niech wszyscy widzą i wiedzą, jakie moje dziecko ma stopnie”. Inni po zapoznaniu się z ocenami, szybko włożyli kartki do torebek lub plecaków. Po wykonywaniu tej czynności dało się słyszeć głębokie westchnienia. U niektórych osób wydobywało się coś na kształt jęku zawodu, a nawet porażki. Nie wiadomo dlaczego była to aż taka reakcja, wszak te oceny zostały wystawione na pierwszy semestr. W tym momencie nie przekreślały przecież nadziei na promocję dziecka do następnej klasy. Niemniej ci rodzice poczuli się zawiedzeni, rozczarowani stopniami córki/syna. Kiedy wychowawczyni zaczęła omawiać zachowanie naszych pociech, atmosfera z minuty na minutę zaczęła coraz bardziej gęstnieć. No bo jak kto. „Mój syna miałby dokuczać pani córce, a moja córka miałaby się wyśmiewać z pana syna”. I tak w kółko. Rodzice, którzy jeszcze parę sekund wcześniej pałali do swoich dzieci przynajmniej złością, teraz bronili je jak lwy. Czasami wbrew faktom. A te były skrupulatnie odnotowane w dzienniku lekcyjnym, w rubryce „Zachowanie uczniów”. Kiedy wychowawczyni ostudziła nasze emocje, mogliśmy przystąpić do rzeczowej dyskusji, celem której miało być wspólne wypracowanie planu naprawczego związanego z zachowaniem naszych dzieci. Jednakże niektórzy z rodziców z zacietrzewieniem broniło swoje pociechy i żadne racjonalne argumenty nie były w stanie do nich trafić. Po blisko dwu godzinnych obradach, z wypiekami na twarzy, opuściliśmy salę. Styczniowe, rześkie powietrze ostudziło nasze emocje. Dobrze, że tego typu wywiadówki są tylko dwa razy w roku. Następna odbędzie się w maju, na miesiąc przed końcoworoczną klasyfikacją. No wtedy może być gorąco – emocje w szkole, temperatura na polu. I tak aż do matury dziecka.
 

Wszystko o Twoim dziecku

O czym mogą rozmawiać kobiety? O pracy, o swoich zainteresowaniach, o modzie, o przepisach kulinarnych. Jednak ich myśli zaprzątają dzieci. I nie ma też dużego znaczenia czy są to matki, czy kobiety bezdzietne. Wymieniają się doświadczeniami i poglądami nie z pustej ciekawości, ale z poczucia odpowiedzialności, troski.
W tym miejscu będą pojawiać się relacje z takich właśnie rozmów przy herbacie i domowych słodkościach. Spotkania odbywają się u Krysi.

wszystko-o-twoim-dzieckuZajęcia pozalekcyjne
Zajęcia pozalekcyjne, dodatkowe są ważnym elementem edukacyjnym dziecka. Z tej formy kształcenia korzysta wielu uczniów niezależnie od wieku. Dlaczego zapisujemy dziecko na tego rodzaju zajęcia? Czym się kierujemy przy ich wyborze?


Krysia

Romek w pierwszych latach szkoły podstawowej chodził na piłkę nożną. Treningi odbywały się w szkole. Kiedy poszedł do IV klasy, musiał z tego zrezygnować. Kończy lekcje późnym popołudniem. Po powrocie do domu odpoczywa i zabiera się za odrabianie zadań domowych. Moje starsze dzieci, Kuba i Dagmara, chodzą na język angielski. Nie muszę już ich zawozić, bo dają sobie radę sami. Dagmara jest w szkolnym zespole cheerleaderek. Myślę, że to zainteresowanie wzięło się stąd, że wcześniej chodziła na zajęcia taneczne. Udział w występach bardzo ją mobilizuje. Wcześniej brała też udział w treningach siatkówki. Natomiast Kuba jakiś czas temu otrzymał w prezencie od nas gitarę. Ten zakup wynikał z tego, że taki instrument mieli jego koledzy. Gitara przez kilka miesięcy przeleżała w szafie, ale potem Kuba poszedł na zajęcia z gry na gitarze do Domu Kultury i nauczył się grać. Chociaż teraz jego pasją jest perkusja.

Maria
Ania nie chodzi na zajęcia pozalekcyjne, jakie są organizowane w szkole. W Domu Kultury uczęszcza na kółko plastyczne. Zajęcia odbywają się w piątki późnym popołudniem. Na początku Ania nie chciała chodzić, ze względu na termin, ale teraz polubiła zajęcia, pewnie też i dlatego, że jest w tym kierunku uzdolniona.

Nina
Moje dzieci mają dużo zajęć pozalekcyjnych w szkole. Kasia uczęszcza do Szkoły Muzycznej i dwa razy w tygodniu po lekcjach bierze udział w ćwiczeniach z gry na pianinie. Bardzo lubi kółko szachowe. Wcześniej chodziła też na zajęcia taneczne, ale zrezygnowała, bo były bardzo monotonne. Kasia i Kuba chodzą na zajęcia Uniwersytetu Dziecięcego, które odbywają się w soboty. Ponadto Kuba bierze udział w treningach koszykówki. Tutaj chciałabym podkreślić dużą zasługę trenera, który potrafi motywować mojego syna. Kuba uczęszczał także na zajęcia na pływalni, ale często się spóźniał, bo nie zdążył dotrzeć z innych zajęć, no i instruktorkę bardzo to irytowało, toteż zrezygnował. Kuba chodzi też na zbiórki skautowskie. Lubi te zajęcia ze względu na uczestników, jak i na sposób ich prowadzenia.

Ewa
To, czy dziecko będzie miało korzyść z dodatkowych zajęć, zależy od trenera czy instruktora. Mój znajomy zapisał syna na naukę pływania. W grę wchodziły przede wszystkim względy zdrowotne dziecka. Ponieważ chłopiec nie dorównywał umiejętnościami innym dzieciom, to trener nie zwracał na niego większej uwagi. Po trzech latach takiej nauki, chłopiec nie tylko nie potrafił pływać, ale wyrobiły się u niego złe nawyki pływania.
I inny, zgoła odmienny przykład. Synowie kuzyna, mieszkają w Niemczech, chodzili na zajęcia z piłki nożnej, na które też przychodzili trenerzy. Zajęcia odbywały się trzy razy w tygodniu, a w soboty były mecze. Rodzice chłopców byli bardzo zaangażowani w ich sportowe działania. Kiedy jeden z chłopców został zrekrutowany do kadry, życie całej rodziny jeszcze w większym stopniu zostało podporządkowane sportowym zajęciom syna. Ale wszyscy są zadowoleni.

Lucyna
Bartosz od III klasy szkoły podstawowej aż do końca liceum brał udział w zajęciach z kung-fu. Treningi miał dwa razy w tygodniu. W wakacje jeździł na obozy sportowe. Brał udział w zawodach krajowych i zagranicznych. Najważniejszą przygodą był wyjazd do Pekinu. Muszę przyznać, że ten sport był dość kosztowny. Kiedy Alicja skończyła trzy lata, zapisaliśmy ją na naukę pływania. Teraz raz w tygodniu chodzi na basen. Ponadto w szkole ma obowiązkowe zajęcia na pływalni. Dwa razy w tygodniu bierze także udział w zajęciach z tańca nowoczesnego, które uwielbia. Wcześniej uczęszczała też na jazdę konną.

Krysia
Chciałabym podkreślić, że uprawianie sportu w grupie rówieśniczej jest dla dziecka ze wszech miar korzystne. Daje poczucie wspólnoty, uczy współpracy, współodpowiedzialności.

Ewa
Ważna jest rola rodziców w kształtowaniu sportowych nawyków u dzieci. Ja mam żal, że rodzice nie nauczyli mnie w dzieciństwie pływać. Potrafię, ale tę umiejętność przyswoiłam sobie trochę później i pływanie nie sprawia mi teraz szalonej przyjemności.

Kinga
Byłam w klasie szachowej i lubiłam to. Żałuję, że rodzice nie zmotywowali mnie, żebym trenowała w szachy. Trzeba dopingować dziecko. Moje grają w szachy, warcaby, rozwiązują sudoku. Beniamina zapisałam na karate, ale mąż nie zaaprobował tego rodzaju sportu. Beniamin chodzi na basen, na zbiórki skautowskie, które prowadzone są znakomicie.

Krysia
Uważam, że do pewnego momentu rodzice są w stanie pokierować dzieckiem, jeśli chodzi o wybór zajęć dodatkowych. Później zależeć to będzie głównie od rówieśników, środowiska, w jakim znajduje się dziecko.

Nina
Myślę, że trzeba zachęcić dziecko, żeby skończyło przynajmniej cykl zajęć. Po dwóch treningach nie jest w stanie określić czy zajęcia mu się podobają, czy też nie.

Kinga
A mnie się wydaje, że dziecko za bardzo naciskane przez rodziców do uczęszczania na jakieś zajęcia, może na zasadzie przekory, zbuntować się. Mój Piotrek grał na wiolonczeli, a że mnie bardzo leży na sercu ten instrument, to wywierałam na niego zbyt dużą presję, żeby grał właśnie na…wiolonczeli. Teraz zapisał się do orkiestry i wybrał kontrabas. Już nie naciskam.

Maria
A ja z innej beczki. Zajęcia dodatkowe są korzystne, ale nie należy przeholować z ich ilością. Dziecko musi mieć czas wolny, aby swobodnie się pobawić. Znam chłopca, który codziennie ma po dwie godziny treningów i czasami nie zdąży zjeść obiadów w szkole, a przecież tego typu zajęcia wymagają wysiłku.

Krysia
Zgadzam się z Marią. Ponadto zajęcia dodatkowe mają bardzo dobą reklamę. Rodzice myślą, że im więcej zajęć, to dziecko wszechstronnie się rozwinie. Ale dzieci też są zmęczone. Na przykład mojemu Romkowi, który wraca późnym popołudniem ze szkoły, brakuje zwyczajnej zabawy i nie byłby szczęśliwy, gdyby musiał chodzić na dodatkowe zajęcia.

Lucyna, czyli podsumowanie
Na pewno dodatkowe zajęcia są korzystne. Dziecko może rozwijać swoje zdolności, umiejętności czy odkrywać nowe hobby. Dobrze jest, aby były to zajęcia urozmaicone, czyli sportowe i naukowe. Pamiętajmy jednak, że dziecko potrzebuje też odpoczynku, zabawy, a nawet zwykłego poleniuchowania.

Czytamy, rozmawiamy

W tej rubryce będziemy proponować teksty, które mogą posłużyć rodzicom do rozmów z dzieckiem na temat problemów, z którymi może borykać się młody człowiek.

czy-umiesz-gwizdac-joannoW jaki sposób można okazać serdeczność i troskę ludziom starszym, samotnym?

Sięgnijmy po książkę „Czy umiesz gwizdać, Joanno?” (Ulf Stark, Anna Hoglund, przeł. Katarzyna Skalska, Wydawnictwo Zakamarki, Poznań)
Książkę można przeczytać lub opowiedzieć.
A oto pokrótce jej treść.

Ulf i Bertil to przyjaciele. Mają po siedem lat. Ulf, w przeciwieństwie do Bertila, ma dziadka. Pewnego razu idą do domu opieki, gdzie Bertil poznaje Nilsa i nazywa go swoim dziadkiem. Chłopcy dość często odwiedzają staruszka, który nie ma już rodziny i jest bardzo samotny. Toteż bardzo się cieszy, że może z chłopcami wyjść na spacer do parku i tam zrobić latawiec. Uczy też Bertila zagwizdać melodię”Czy umiesz gwizdać, Joanno”. Była to ulubiona melodia żony staruszka. Chłopcy postanowili zorganizować dla Nilsa urodziny. Najpierw zaśpiewali mu „Sto lat”, a potem udali się do ogrodu Gustavssona. Tam wszyscy wdrapali się na drzewo i zaczęli objadać się czereśniami. Staruszek siedział na gałęzi i majtał nogami jak mały chłopiec. Potem poszli do zagajnika. Tam jedli drożdżówki i pili kawę. Bertil podarował Nilsowi jedwabny krawat. Wszyscy bawili się znakomicie. Po paru tygodniach Ulf i Bertil poszli odwiedzić Nilsa. Okazało się jednak, że starszy pan nie żyje. Podczas ceremonii pogrzebowej Bertil zaczął gwizdać melodię, której nauczył go Nils. Kiedy odjechał karawan, chłopcy poszli puszczać latawiec.

Porozmawiajmy z dzieckiem na temat książki

  • Dlaczego Bertil chciał mieć dziadka?
  • Dlaczego Nils był w domu opieki?
  • W jaki sposób Nils spędzał czas z chłopcami?
  • W jaki sposób chłopcy spędzili z Nilsem jego urodziny?
  • Jaki prezent podarował Bertil staruszkowi?
  • Jak można pomóc starszym, samotnym osobom?